Rayman 2: The Great Escape - Recenzja gry  |  Autor - Radek

 
 

Niegdyś jeszcze za czasów dziadka PSX’a, gry platformowe stanowiły jeden z moich ulubionych gatunków. Dniami i nocami ślęczałem przed 14-calowym telewizorkiem z oczyma wpatrzonymi w skaczące grudki pikseli, które to były głównymi hirołami ratującymi świat. Platformowa mania na dobre rozpoczęła się od gry Gex: Enter the Gecko, która po dziś dzień jest jednym z moich obiektów fanatycznego kultu. Gra stanowiła esencję wszystkiego co najlepsze w tego typu grach: bardzo dobra grafika, genialny bohater i humor, humor, humor wypływający z każdej części gry jak fluki z nosa ^^. Od tamtej pory minęło już trochę czasu, nauczyłem się subiektywnie oceniać inne platformery nie patrząc z punktu widzenia fan boya jaszczurzego agenta. Swego czasu wpadł mi w ręce Rayman 2 w wersji na PSX’a. Gra niezbyt mnie zaciekawiła, ba! odrzuciła nawet. Raptem wysiliłem się tylko na przejście krótkiego demo i na tym moja historia z Ray’em się zakończyła… Na szczęście po przesiadce na makarona, Ray miał swój wielki powrót, tak wielki jak bochen wiejskiego chleba ;) Chwila refleksji… ok. zaczynamy.

Na początku trzeba zaznaczyć, że Rayman 2 w wersji na DC jest (przynajmniej dla mnie) zgoła odmienną grą niż ta znana z PSX’a. Głównie chodzi tu o grafikę i prędkość gry, które odrzuciły mnie wcześniej od szarakowej wersji, natomiast na Deceku są one nad wyraz mocno wyeksponowane, dzięki czemu świat Ray’a uderza z jeszcze większą sugestywnością. Ważną cechą świata Rayman’a jest poczucie ogólnego życia środowiska, które toczy własnym tempem nie zważając na poczynania bohatera. Gracz ma świadomość, że przedstawiona mu kraina jest niezwykle zróżnicowana i tajemnicza: masa wysokich drzew zakrywających niebo, niebieskie strumyki z masą organizmów wodnych, rośliny, kwiaty i różnego rodzaju owady bzyczące wokół ucha. Te wszystkie jak i inne czynniki wpływają na całokształt świata po którym poruszamy się, mając świadomość niezwykłości kunsztu grafików, którzy widać, że „czuli” tworzony świat.

Owy świat dzieli się na kilka dość rozległych i zróżnicowanych miejsc m. in. wielkie lasy, tereny bagniste, świątynia lodu, jaskinie, grobowce, a także statek głównego złoczyńcy. Skoro napomniałem już o czarnym charakterze, kilka słów należy się scenariuszowi. Krainę Ray’a najeżdżają piraci z zamiarem podboju oraz schwytaniu wszytskich jej mieszkańców. Nasz bohater zostaje złapany w sidła piratów wraz ze swoim głupkowatym kumplem Globoxem, Udaje im się uciec jednak podczas ucieczki ich drogi się rozmijają. Zadaniem Ray’a jest nie tylko odnalezienie kumpla, ale też uratowanie krainy przed zagładą. Warto wspomnieć też, że na początku gry Rayman traci swoje umiejętności i musi je stopniowo zdobywać. Pomaga mu w tym wróżka Ly, dając też cenne rady dotyczące dalszej gry. Oprócz wymienionych wyżej bohaterów, świat Rayman’a zamieszkują także małe ludziki zwane Teensiens, które są niezłymi jajcarzami i ciągle kłócą się o to, kto jest królem ^^. Jest jeszcze Murfy, udzielający cenne wskazówki. Nie można zapomnieć o przeciwnikach, ci z kolei to mechaniczni piraci chcący ukrócić Ray’a o głowę, która zresztą i tak nie ma połączenia z tułowiem.

Rayman 2 jest zgoła odmienną grą niż, np. Sonic. Tutaj liczą się głównie elementy czysto platformowe, tak więc wyćwiczone paluchy i odrobina „pomyślunku” to podstawa. Nie ma tutaj natomiast dużo potyczek z przeciwnikami. Elementy walki zostały idealnie dopasowane do elementów zręcznościowych i stanowią ok.40% gry. Podczas naszych wojaży po levelach nie raz będziemy musieli ostro kombinować i wykazywać się piekielnie szybkim refleksem, zwłaszcza na poziomach w piramidzie. Oprócz wędrówki pieszej będziemy mogli też trochę posurfować po bagnach, polatać trochę na naboju (sic!), a także popływać. Jak wspomniałem wcześniej Ray tarci swoje moce, jednak wraz z postępami w grze uzyskamy m.in. możliwość huśtania się po obręczach umieszczonych na niektórych poziomach, dzięki temu możemy dostać się do nowych miejsc w już ukończonych poziomach i odblokować bądź zdobyć jakieś przedmioty. Sterowanie jest bardzo intuicyjne, natomiast kamera jest idealnie skorygowana do naszych poczynań i nie ma sytuacji oglądania pleców bohatera. Podczas gry zbieramy świecidełka tzw. Lumy. W całej grze jest ich ok. 1000. Dzięki nim możemy m.in. stopniowo odzyskiwać moc Rayman’a, a także odblokowywać mini gry, które pojawiają się po przejściu poziomu. W niektórych miejscach są też poukrywane klatki z uwięzionymi lumami. W całej grze jest ich 80 i tak samo jak lumy pozwalają odblokowywać mini gry, a także za zbicie 10 klatek powiększa się nam pasek energii. W wersji Decekowej dodano specjalne kryształy, które możemy znaleźć na niektórych poziomach. Rayman oprócz pięści wykorzystuje też beczki z trotylem, przebiera się za krzak, wykorzystuje paranormalne zdolności Globoxa do wywoływania deszczu.

Z pośród wszytskich dostępnych wersji (nie licząc PS2) wersja na DC wypada najlepiej. Bardzo płynna animacja, 60 klatek  i ani śni zwolnić. Soczyste kolory, tekstury, wykonanie poziomów zachwyca od pierwszych minut grania i pozostaje do końca gry. Tak samo sprawa wygląda z oprawą audio. Nastrój który tworzy tutaj ścieżka dźwiękowa jest nie do opisania i stanowi genialne uzupełnienie do charakteru rozgrywki jaki i poziomów.

Rayman 2 zauroczył mnie, zmiażdżył, przeżuł i wypluł. To co zaserwowali programiści z UbiSoftu jest godne podziwu, tym bardziej, że przejście z 2D na 3D odbyło się bezboleśnie i dodało więcej głębi dla samej rozgrywki. Tej gry nie ma co porównywać do Sonic’a lub Fur Fighters’ów, to zupełnie inna liga, liga Rayman’a! Jednym słowem POLECAM.